Salezjański Zespół Szkół Publicznych "Don Bosko" w Świętochłowicach
Przesłanie do Młodzieży

Przesłanie Przełożonego Generalnego do MGS

(2011)

Droga Młodzieży,
pozdrawiam Was i zwierzam się wam z wielkiej radości, że mogę wam przekazać to przesłanie. Są to słowa i odczucia, które zebrałem przed Panem Jezusem, Dobrym Pasterzem. Proszę Jego miłosierne Serce, aby oświeciło wasze umysły, rozpaliło wasze serca i nadało sens i dynamizm waszemu życiu.
Zawsze noszę was w sercu i nieustannie modlę się za was; tak, modlę się za was, ponieważ pozostawanie w zjednoczeniu z Chrystusem i całkowite poświęcenie się dla was jest szczególnym ukierunkowaniem mojego życia. W tym znaczeniu modlę się wciąż za was, a kiedy wizytuję salezjańskie domy rozsiane po całym świecie cieszę się i wielbię Pana mogąc spotkać się z wami. W waszych pełnych blasku i radości oczach wyczytuję ogromną chęć życia i ukryte pragnienie, aby uczynić go pięknym. Oczywiście zadajecie sobie pytanie: co robić i jak to zrobić? Zastanawia mnie, że jest wśród was jeszcze wielu niezdecydowanych i zagubionych; i zdaję sobie dobrze sprawę z tego, że z pewnością nie oczekujecie tylko na teorie i programy. Aby więc odpowiedzieć na wasze pytanie, nie mogę uczynić nic lepszego jak zwrócić się do was z sercem naszego ojca Księdza Bosko. To on mówi teraz do was za moim pośrednictwem, to on, zatroszczy się o wasze życie teraźniejsze i o przyszłe, ponieważ pragnie, abyście byli szczęśliwi na tej ziemi i w wieczności.

 

Droga Młodzieży, chciałbym, abyście poznali to, co pozwoliło mi zrozumieć, coraz to lepiej, sens mojego życia. W moim przypadku wziął on początek i rozwinął się poprzez spotkanie z „żywą” osobą.
Najpierw, była to dla mnie, moja mama Małgorzata. Kiedy razem podziwialiśmy piękny łan dojrzałego zboża, ona mówiła mi: «Janku, podziękujmy Bogu, który nam okazał swoją dobroć. Dał nam chleb powszedni». Po tym, jak opowiedziałem jej sen, który miał cechować moje życie, z intuicją, które jedynie serce matki potrafi wyczuć, wykrzyknęła: «Kto wie, czy nie zostaniesz księdzem». Proste słowa, które dawały mi do zrozumienia, że Bóg myślał o mnie, miał dla mnie sen, który miałem zrealizować, miał zamiar, wspaniały plan, historię miłości, która w sposób tajemniczy i niezauważalny snuła się we mnie: aby poświęcić moje życie młodzieży, dla nich i z nimi. Wszystko to pozwalało mi marzyć o wzniosłych rzeczach.
Jeżeli chodzi o religijne znaczenie życia, to moja mama uczyła mnie nie tylko słowami, ale również i przede wszystkim swoim przykładem; obudzona pewnego razu przez sąsiadów w pełni nocy, aby udzielić pomocy ciężko choremu, wstała i pośpiesznie biegła niosąc swoją pomoc. Podobną gotowość i miłość okazywała, kiedy żebrakowi pukającemu do drzwi, nie odmawiała nigdy kawałka chleba lub ciepłej zupy. W ten sposób zrozumiałem, że nie wystarczy chcieć czegoś, lecz że trzeba coś zrobić, ażeby sny się urzeczywistniły. Od niej nauczyłem się postawy prostej religijności, zwyczaju modlitwy, wypełniania obowiązku, poświęcenia. Jej kochająca obecność przypominała mi, że życie jest najcenniejszym darem, jakim Bóg nas obdarzył i że powinniśmy oddać go Jemu, obfitujące w owoce i dobre uczynki.


W ciągu mojego życia, kiedy musiałem podejmować ważne decyzje, spotykałem różne osoby, natchnione przez Ducha Świętego, które pomogły mi zrozumieć, że życie jest powołaniem i zobowiązaniem uczynienia z niego daru oraz pomagały wsłuchiwać się w głos wzywającego Pana i w przyjęciu posłannictwa, które On mi powierzał. To osobiste doświadczenie bardzo mnie przekonało, jak wielkie znaczenie ma dla młodzieży znalezienie środowiska, w którym się oddycha i żyje wzniosłymi ludzkimi i chrześcijańskimi wartościami, jak wielkie znaczenie ma spotkanie z osobami cieszącymi się uznaniem, z kierownikami duchowymi, zdolnymi wcielać wartości, będąc wiarygodnymi świadkami i przykładami życia. W Oratorium na Valdocco, rodzinny klimat, jaki stworzyłem nie był cieplarniany, czy klimatem gniazda, gdzie strachliwi i zmarzluchy mogliby się czuć jak najwygodniej, nie pozbywając się swojej ograniczonej wizji życia. Nie! Valdocco było pracownią, gdzie wypracowywano kulturę powołaniową. Ja prowadziłem moich synów do prawdziwej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej zgodnie z duchem ewangelicznej wolności, czyniąc to w taki sposób, ażeby stawali się „ludźmi dla innych”. Wymowne jednostki wyrosłe na Valdocco są tego dowodem: od Dominika Savio do Michała Magone, aż do pionierów misyjnych: Cagliero, Lasagna, Costamagna, Fagnano; a następnie Rua, Albera i Rinaldi, moi pierwsi następcy, oraz wiele innych postaci wielkiej doniosłości, kapłani i koadiutorzy salezjańscy, zakonnicy i świeccy zaangażowani w społeczeństwie i w Kościele. Panowała atmosfera powołaniowa, pragnienie uczynienia z życia wielkiego daru dla Kościoła i społeczeństwa. Oprócz mnie wielu innych salezjanów i świeckich z Rodziny Salezjańskiej przeżyło to samo doświadczenie w swoichdomach


Także wy, młodzi, możecie spotkać osoby mogące być wzorami, czy to w rodzinie, czy w środowisku, w którym przebywacie. Jest wiele wspaniałych osób, bogatych w swoim człowieczeństwie i zdolnych poświadczyć swoim życiem głęboką duchowość. Na nich możecie patrzeć jako na konkretne wzorce dla waszego życia. Są to kapłani, osoby konsekrowane, mężczyźni i kobiety, którzy przeżywają z radością pełnię Chrztu świętego. Prowadzeni przez Ducha Świętego i wsłuchani w Słowo Boże, byli zdolni rozwinąć swoje chrześcijańskie życie, aż do podjęcia odważnych i zobowiązujących decyzji życiowych. W ten sposób stali się wiarygodnymi świadkami Chrystusa w Kościele i społeczeństwie.
Te osoby są dla was tak, jak Jan Chrzciciel, który wskazał Jezusa z Nazaretu swoim uczniom jako Tego, który mógł zaspokoić najgłębsze pragnienia ich serca, Tego, który mógł nadać sens i radość ich życiu, Tego, który był naprawdę „drogą, prawdą i życiem”. Dzisiejsi świadkowie, których spotykamy na naszej drodze, są „dla nas Janem Chrzcicielem”. Ci, którzy, kolejny raz, wskazują nam Pana Życia!
Zdarza się, że nie tylko droga wierzących, lecz życie każdego człowieka może się spotkać w jakimś momencie z osobą i spojrzeniem Jezusa i to spotkanie może być decydujące. Od spotkania z Jezusem pierwszych jego uczniów aż do dziś, zaproszenie „ujęło” wielu młodych, mężczyzn i kobiet. «Znaleźliśmy Mesjasza» zaświadczy Andrzej swojemu bratu Szymonowi. «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa z Nazaretu», wyzna Filip Natanaelowi. «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego» powie mu Piotr. Dla wszystkich było to, jest i będzie spotkaniem, które wpłynie na całe ich życie. Jeden z uczniów Jana wspomina wręcz dokładną chwilę spotkania z Jezusem: «Było to około godziny dziesiątej».


Do was, podobnie jak do nich, Jezus skierowuje konkretne zapytanie: «Czego szukacie?», lub lepiej „Kogo szukacie?”. Takie pytanie zobowiązuje a przenikając serce, bada głębiny naszego życia: nie można od niego uciec lub pozostać obojętnymi. Następnie, tajemnica łaski Bożej pobudza nasze nastawienie czyniąc nas poszukującymi odpowiedzi: «Nauczycielu, gdzie mieszkasz?». «Chodźcie, a zobaczycie», jest odpowiedzią Jezusa. I oni poszli, zobaczyli gdzie mieszka i tego dnia pozostali z Nim. Dziś, tak jak wówczas, takie spotkanie, osobista relacja przyjaźni wypełnia serce i przemienia życie. Ci wszyscy, którzy Go spotykają, którzy idą za Nim, zostają silnie poruszeni głębią i pełnią Jego życia. Życia, które jest i pozostanie na zawsze wzorem powołania przeżytego z absolutną wiernością Bogu i ludziom.
Droga młodzieży, kiedy zadajecie sobie pytanie, «co uczynić, aby nadać właściwy sens życiu?», patrzcie na tego Człowieka, który kochał nas aż do całkowitego oddania siebie samego za nas. On jest wzorem każdego programu życiowego oraz wiernej i pełnej odpowiedzi na wszelkie powołania, ponieważ jest Człowiekiem całkowicie skupiającym się wokół głównej idei. W Nim wszystko – każda siła fizyczna, psychiczna, intelektualna, uczuciowa, wolitywna – jest ukierunkowana na istotę rzeczy, która przyciąga i zestraja to wszystko, co On posiada z tym, kim On jest. Nie jest „człowiekiem motylem”, który ciągle przemieszcza się z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu krótkotrwałej piękności, lecz jest „człowiekiem skałą”, silnie zakorzeniony w najlepszym punkcie zaczepienia, który jednoczy i uzgadnia swoje życie z wolą Ojca, który ukierunkowuje każdy jego ruch i słowo, który wypełnia jego działanie i modlitwę. Tym punktem jednoczącym, wokół którego skupia się cała jego osoba, jest jego wielkie pragnienie, plan szeroko zakrojony, jego powołanie.
Jedna z przypowieści przez niego opowiedziana, o człowieku, który podczas orki, znajduje skarb i sprzedaje wszystko to, co ma, aby móc wejść w jego posiadanie, opisuje bardzo dobrze jego osobistą sytuację: rzeczywiście to pragnienie opanowało jego serce, ponieważ jak mówi on sam: „tam gdzie jest twój skarb, tam jest i serce twoje”.


Jezus z prawdziwą pasją przeżywał swoje całkowite oddanie się idei, którą nosił w sercu: a mianowicie głoszenie i budowanie Królestwa swego Ojca, który pragnie, ażeby wszyscy ludzie byli zbawieni i osiągnęli pełnię życia. Przeżywa On swoje życie nie w jakiejś obojętności na wszystko czy bierności, ale przeżywa je bardzo intensywnie. Jest to życie pełne zapału i dynamizmu. Jego słowa nie pozostawiają wątpliwości: «Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął». Obraz ognia jest bardzo wymowny, pokazuje żarliwość, z jaką zmierzał On do osiągnięcia celu, któremu się poświęcił.
Tym ogniem jest Duch Święty, który nas odnawia, przede wszystkim poprzez modlitwę. Owocem Ducha Świętego jest miłość, która przejawia się w wewnętrznym spokoju, w radości naszego środowiska i w dynamizmie naszego życia. Odnowieni przez Ducha stajemy się osobami spełnionymi, cierpliwymi, wiernymi i zaangażowanymi.


Droga młodzieży, dzisiaj, ten sam ogień, musi rozpalić wasze serce.
Nie możecie pozwolić, aby przeżywać wasze życie jak gdyby było ono zwyczajnym biologicznym cyklem (narodzenie, wzrastanie, rozmnażanie i umieranie); nie możecie planować waszego życia pozbawionego energii, anemicznego, bez odniesienia się do Boga i bliźniego. Nie możecie zmarnować waszego życia ograniczając się do roli konsumentów i widzów. Jesteście wezwani, aby stać się protagonistami w społeczeństwie i Kościele: «Wy jesteście solą dla ziemi i światłem świata», powiedziałby Pan Jezus.
Decyzja pójścia za Jezusem w sposób radykalny zakłada całkowite postawienie na możliwość pokochania Boga i poświęcenia się dla człowieka, zwłaszcza najuboższego i opuszczonego.


Tak, droga młodzieży! „Dziś” Bóg potrzebuje was, aby „przemienić” świat. Każdy mężczyzna i każda kobieta ma swój ideał, dla którego chce żyć i o którym pragnie mówić. Ja, poruszony Duchem Jezusa, zawsze pielęgnowałem i nadal troszczę się o mój projekt: o szeroki ruch ludzi dorosłych i młodych, który byłby zapowiedzią tego nowego świata. Świata, w którym każdy człowiek mógłby uzyskać sprawiedliwość. Świata, w którego centrum byliby ci „mali”, ostatni. Świata, w którym wszyscy czuliby się, braćmi i siostrami. Ten nowy świat może się skonkretyzować, stać się rzeczywistością, jeżeli pójdziecie za Jezusem, jeżeli weźmiecie sobie do serca Jego słowa i w ten sposób będziecie realizować zamysł Boży.


Wszyscy razem możemy zainicjować wielki Ruch salezjański zmierzający do wspierania młodzieży, przede wszystkim najuboższej i tych przeżywających trudności, planując teraźniejszość i przyszłość, dążąc do wzniosłych celów dla odnowienia nas samych i innych, przyczyniając się w znaczny sposób do przemiany świata i historii. Rodzina Salezjańska chce podjąć to zobowiązanie jako powołanie i szczególne posłannictwo. I wy, droga młodzieży, w tej Rodzinie musicie poczuć się jak w waszym domu, zdając sobie sprawę, że jesteście radością i owocem bardziej dojrzałym naszej pracy.


W Kościele i Rodzinie Salezjańskiej są różne powołania, ale zawsze ta sama praca wychowawcza i ewangelizacyjna, do której zostaliśmy wezwani, a która ma swoje korzenie w głębi czułej miłości Boga, dociera do nas poprzez miłość całkowitego poświęcenia się Chrystusa i jest przekazywana ludzkości przez poświęcenie się dla innych mężczyzn i kobiet. Powołanie nigdy nie jest ucieczką od niedogodnej rzeczywistości, postrzegane jako trudne lub rozczarowujące, nie jest też wyborem, który miałby jako pierwszorzędny cel skuteczność apostolską, lecz jest raczej drogą miłości, która prowadzi ku Miłości. A z fundamentalnego doświadczenia miłości, która jest jedyną i wyłączną, wynika nowy sposób patrzenia na rzeczywistość i zmierzenia się z nią. Serce oczyszczone przez oddanie się Bogu i przez Ducha Świętego staje się zdolne do odczytania wewnętrznego piękna wszelkiego stworzenia oraz bezinteresownego umiłowania go. To miłosierdzie samego Boga, które opanowuje ludzkie serce i troszczy się o każdy ból i niedostatek.


Droga Młodzieży, modlę się za was, aby również dzisiaj wielu z was pozwoliło się pociągnąć, i mogło się zafascynować Bogiem, do tego stopnia, aby poświęcić się całkowicie dla Niego. Jeśli poświęcicie się na służbę Miłości, z pewnością nie zabraknie wam głębokich radości. Są to radości wynikające z obfitości plonu, pochodzącego z zażyłości z Bogiem i z trudu pracownika, który żyje jedynie dla sprawy Królestwa.
Modlę się także za moich umiłowanych synów, Salezjanów, aby mogli przeżywać z radością i wiernością wielką przygodę duchowego ojcostwa. Niech będą dla was kompetentnymi przewodnikami w poszukiwaniu sensu i wypracowaniu waszego planu życia; niech będą prawdziwymi braćmi, którzy staną się waszymi towarzyszami drogi i niech głoszą wam Słowo Boże, które daje życie, oświeca, pokrzepia na żmudnej drodze. Słowo, które otwiera na modlitwę i zawiera tajemny ogień, jaki nosimy w sercu. Bez tej kontemplacyjnej zdolności nasze duchowe i apostolskie życie nie przetrwa. Drodzy Salezjanie, bądźcie światłymi przewodnikami dla tych, którzy proszą o kierownictwo duchowe i uczestniczą w życiu sakramentalnym i eklezjalnym; bądźcie mądrymi i cierpliwymi nauczycielami dla tych, którzy decydują się na poszukiwanie swojego powołania.


Modlę się, szczególnie o to, aby Duch Święty wzbudził gorliwych robotników, twórczych, zdolnych wyjść naprzeciw tym wszystkim młodym ludziom, którzy dzisiaj nie uczestniczą już w życiu Kościoła. Odnosi się to do młodzieży, która wolałaby na swojej drodze ku gwieździe, spotkać raczej Trzech Króli aniżeli uczonych w Piśmie z Jerozolimy; do tej młodzieży, która jeszcze nie pyta nas, w co należy wierzyć, lecz raczej, co znaczy wierzyć. Mając to wszystko na uwadze, należy stwierdzić, że niezbędną jest prawdziwa zmiana perspektywy duszpasterskiej.


Droga Młodzieży i umiłowani Salezjanie, oddajmy matczynej opiece Maryi nasze życie jako powołanie i nasze posłannictwo wychowawcze. Maryja była Tą, która poprzez nieustanne wsłuchiwanie się w Słowo Boże, stała się uczniem Pana, w swoim sercu i życiu. Była Tą, która odpowiedziała na wezwanie Boga przez całkowity, odważny i dobrowolny dar z siebie samej: «Oto ja służebnica Pańska». Od Niej, niewiasty nowej, mistrzyni wiary i zachwytu, Rodzina Salezjańska uczy się bycia uczniem Pana i „Matką”, która w miłości rodzi i wychowuje młodzież do wspaniałomyślnego ofiarowania swojego życia i do osiągnięcia jego pełni.

Turyn, 31 stycznia 2011

Oddany w Jezusie Chrystusie

 


«CHCEMY UJRZEĆ JEZUSA»
Przesłanie Przełożonego Generalnego do MGS
Na stulecie śmierci księdza Michała Rua

(2010)

 

Droga Młodzieży,

oto znów spotykam się z wami z okazji uroczystości Księdza Bosko, „ojca i przyjaciela młodzieży”. Żałuję, że w tym roku nasze spotkanie, będzie możliwe jedynie wirtualnie, co nie znaczy, że będzie mniej naturalne i szczere, a zbiega się ono z początkiem setnej rocznicy śmierci Księdza Rua, pierwszego następcy Księdza Bosko i, bez wątpienia, jego najwierniejszego i najlepszego ucznia.

Jest to, w istocie, jeden z głównych powodów wyboru tematu Wiązanki, zaproponowanej całej Rodzinie Salezjańskiej na rok 2010: „Za wzorem Księdza Rua, jako autentyczni uczniowie i pełni pasji apostołowie, niesiemy młodzieży Ewangelię”.

Otóż, ja chcę być pierwszym, który przyjmuje duchowy i duszpasterski program Wiązanki i poprzez to orędzie, w formie dialogu między wami a mną, dać wam Ewangelię, pragnąc pokazać wam Jezusa, abyście także i wy mogli stać się Jego uczniami, świadkami i apostołami.

Często, kiedy spotykam się z wami, dostrzegam w was wielkie pragnienie odkrywania Jezusa. Być może, nie potraficie jasno tego wyrazić, ja jednak pochwalam wasze gorące pragnienie, to, które żyje w waszym sercu. Biorę was za rękę i prowadzę do mojego Mistrza, mojego Pana i Boga.

 

«Księże Pascual, chcemy zobaczyć Jezusa!»

Jeśli naprawdę tego pragniecie, to musicie mieć sprawne nogi i czujny słuch, ponieważ Jezus wędruje i nie zatrzymuje się nigdy! Aby Go znaleźć musicie posłuchać śpiewu ziarenek piasku unoszonych przez Jego stopy. Kiedy On przechodzi, wszystko staje się nowym a Jego wędrowanie nigdy się nie kończy.

Zawsze jest o krok w przodzie, a Jego słowo jest tak, jak On, bezustannie w ruchu, zdolne dać wszystko bez ograniczeń, we wszystkim dać poznać siebie samego. Upłynęło dwa tysiące lat, lecz wydaje się, że On dopiero, co przeszedł. Drży jeszcze historia po Jego przejściu, niczym po wybuchu bomby. A świat nie jest już taki, jaki był wcześniej. Nikt, nigdy nie mówił o Bogu tak, jak ten Człowiek, nikt nas nie kochał tak, jak On, nikt tak jak On nie ofiarował się całkowicie, aż do unicestwienia. Nikt, tak jak On, nie rozkazał wichrowi i morzu, złym duchom, które nękają i niszczą w człowieku jego lepszą ludzką stronę, nikt, tak jak On, nie pokonał śmierć i nie zwyciężył grzechu. Jest odmienny od wszystkich innych.

Z tego powodu wielu Go nienawidzi, tak jak nienawidzi się tych, którzy nie dostosowali się do powszechnego sposobu myślenia.

«Ja nie mam miejsca do spania, kiedy zapada już mrok. Nie mam ukrycia, jeśli ktoś mnie szuka. Lisy mają swoje nory, ptaki swoje gniazda; ja żyję bez osłony, wśród niebezpieczeństw i zagrożeń. Kto pragnie zrobić karierę stosując te metody, co zawsze, u mnie nie znajdzie tego, czego poszukuje».

Tym, których spotyka, mówi: «Przyszła pora przemiany!».
«Bóg jest tutaj pośród was, a nikt i nic Go nie powstrzyma».

 

«On jest tym, którego szukamy. Idź, zanieś mu nasze zapytanie»

Nie ma takiej potrzeby. On wie, czego chcecie. Na brzegach jeziora ludzie Go otaczają i pytają: «Jakie jest Twoje przesłanie?». Jezus spogląda na rybaków, którzy zarzucają sieci. Jego odpowiedź jest bardzo odmienna od tej, na jaką oczekiwali. Nie zwołuje wiecu, ani konferencji, lecz mówi: «Chodźcie! Dlaczego kontynuujecie łowienie? Ratujcie raczej tych, którzy toną, mężczyzn i kobiety, którzy mają tyle trudności! Potrzebuję was! Chcę was uczynić rybakami ludzi».

I oni pozostawiają sieci, łódź, rodziców, żony i dzieci. Idą z Nim. Jezus mówi: «Chcecie naprawdę wiedzieć, kim jestem? Chodźcie ze mną, a będziecie mieli odpowiedź!». Trzeba odwagi, aby iść pod prąd. Niewygodnie jest porzucić rozleniwiony spokój, ciągle takich samych dni i rozpocząć nową drogę.

Pewnego dnia, jakiś młodzieniec, taki jak wy, idzie, aby szukać Jezusa i pyta Go: «Mistrzu, co mam czynić, aby być takim, jakim chce mnie Bóg? Powiedz mi, jaki jest sekret tego szczęścia!».

Jezus odpowiada: «Znasz przykazania Boże: Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Nie kradnij. Nie mów fałszywego świadectwa. Czcij ojca swego i matkę swoją».

«Mistrzu – odpowiada młodzieniec – wszystkiego tego przestrzegałem ściśle od mojej młodości». Jezus spojrzał na niego z miłością i powiedział mu: «Jednego ci tylko brakuje, aby osiągnąć cel: wróć do domu, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj to ubogim. Potem przyjdź i chodź za Mną!». Lecz młodzieniec spochmurniał i odszedł.

Naśladować Jezusa nie oznacza powziąć „jakąś” decyzję. Znaczy powziąć „tę” decyzję. Znaczy zaryzykować wszystko, stawiając tylko na jedną kartę. Znaczy przyjąć jako własną tę decyzję, którą On podjął w stosunku do nas: «Zapewniam was, że nie ma większej miłości od tej: ofiarować życie za swoich przyjaciół».

I, aby uczynić to wszystko bardziej zrozumiałym i konkretnym, Jezus objaśnienia to poprzez dwie przypowieści: «Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu, ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją».

Jezus posuwa się, aż do paradoksu: w innej przypowieści pochwala zarządcę niewiernego i nieuczciwego, winnego dokonania fałszywego czynu publicznego, oszustwa, defraudacji i korupcji. Tylko po to, aby zwrócić uwagę, że ten człowiek zabiega, aby zapewnić sobie przyszłość: jest przewidujący. Jest nieuczciwy, lecz konsekwentnie podąża w konkretnym kierunku: bez skrupułów dąży do osiągnięcia własnej korzyści.

Droga Młodzieży, Przyjaciele moi i Księdza Bosko, nie możecie żyć, nie wiedząc o tym, co naprawdę ma znaczenie, nie wiedząc, jaki jest sens życia. Gdyż życie jest tym wszystkim, co macie.
Jedyną pewną kartą, na którą możecie postawić, ryzykując wszystko, jest właśnie On, Jezus.

 

«Ale, Księże Pascual, Królestwo Boże nie jest dla nas. Jest ono czymś zbyt wzniosłym i trudnym»

Jeśli Jezus kocha cię i woła, możesz powstać, możesz poruszać się! Możesz zmienić kierunek, rozpocząć nową drogę. Wystarczy wiedzieć, czuć i chcieć być kochanym przez Niego. Wystarczy zmienić swoje przyzwyczajenia, przemyśleć przekonania. W ten sposób uczynili pierwsi apostołowie: każdy z osobna wezwany po imieniu, bezzwłocznie poszli za Nim.

W życiu każdego człowieka jest pewien dzień, godzina, która pozostawia niezapomniane wspomnienie. Jest to chwila, w której wydarza się coś nowego, chwila, w której życie zmienia się zupełnie. «Było około czwartej po południu, wspomina Jan, kiedy spotkali Jezusa».

Bóg – i Pismo Święte daje nam wiele świadectw – dokonuje swoich wyborów bez zważania na cenzus, uzdolnienia lub cechy osobowe; a raczej, często, wybiera paradoksalnie najsłabszych, ubogich, niewykształconych z tego świata. Niekiedy powołuje On w sposób gwałtowny: jak jest w przypadku Pawła, powalonego na ziemię w drodze do Damaszku. Często, w przeciwieństwie do tego, czyni to w zwyczajnej i przekonywującej formie. Takiego rodzaju było zaproszenie skierowane do dwóch uczniów Jana Chrzciciela.

Wielokrotnie Bóg, aby powołać kogoś, korzysta z ludzkiego pośrednictwa: Jan Chrzciciel dla Andrzeja i Jana, Andrzej dla swojego brata Szymona, Filip dla Natanaela. Tak było wtedy...! A dzisiaj? Dziś posługuje się mną, aby powołać Ciebie! Chodź! Zapraszam cię, abyś Go poznał!

To prawda, że nie było łatwo uczniom zrozumieć „logikę” ich Mistrza, lecz w końcu zdali sobie sprawę z tego, że poza Nim nie znaleźliby słów pozwalających zrozumieć i dać siłę dla osiągnięcia tej pełni życia, jaką ukazał im Jezus.

I nie tylko oni. Zacheusz, celnik, tzn. poborca podatków, był urzędnikiem celnym, który pobierał opłaty dla rzymian. W oczach ludzi, był „kolaborantem”, zdrajcą, pogardzanym i znienawidzonym przez „prawdziwych” żydów. Właśnie ten Zacheusz, zdrajca i człowiek nieuczciwy, usłyszał, że Jezus wchodzi do Jerycha. Słyszał, co mówiono o tym człowieku. Poczuł więc silny, wewnętrzny zachwyt: chciałby poznać, albo przynajmniej zobaczyć Jezusa. Zostawia ławę celną i biegnie tam, gdzie tłum ludzi tłoczy się wokół Mistrza. Jest zbyt wiele ludzi a on, niskiego wzrostu, nawet podskakując, nie mógł właściwie nic zobaczyć. Wówczas biegnie bardziej do przodu i wspina się na drzewo. Bogaty, możny i oczywiście znienawidzony Zacheusz usadawia się wśród gałęzi sykomory. To jego wielkie pragnienie spowodowało utratę wszelkiej godności i ośmieszyło go w oczach ludzi. Wszyscy śmieją się z niego i nawet Jezus musiał się uśmiechnąć, lecz następnie wglądając w głębię jego serca, mówi do niego: «Zecheuszu, zejdź, ponieważ dziś muszę zatrzymać się w twoim domu». Zacheusz schodzi i biegnie do domu.

Zwierzchnicy religijni Jerycha i konserwatywni żydzi są zdegustowani, źli i zaskoczeni. Wszyscy szemrają i mówią: «Do grzesznika poszedł w gościnę!». Są obrażeni i sprawiają wrażenie, że nic nie rozumieją. Wszystko na opak: Mesjasz w domu grzeszników!

Ale Jezus zawsze tak robi. Burzy nasz egoistyczny i zakłamany świat, wstrząsa nim i nie zważa na ustanowiony porządek. Obala ustalone wartości, ażeby umieścić na ich miejscu całkowicie nowy porządek społeczny.

Jezus jest w domu Zacheusza i nie mówi mu, aby zostawił żonę, sprzedał dom, rozdał dobytek ubogim i poszedł za nim. Mówi mu tylko: «Dziś zatrzymam się u ciebie».

Jezus powołuje w dwojaki sposób. Bogatemu młodzieńcowi mówi: «Idź, sprzedaj wszystko, co masz i chodź za mną. Nie bierz ze sobą bagaży, nie będą ci potrzebne, ponieważ Ja zatroszczę się o ciebie. Ja będę twoim Dobrem». Natomiast do Zacheusza mówi: «Dziś muszę zatrzymań się w twoim domu». To drugie powołanie nie jest łatwiejsze od pierwszego. Zacheuszowi pokrzyżowało całe jego życie.

Kiedy Jezus mówi, że chce zamieszkać z nami i my przyjmiemy Go do naszego domu, wtedy wiele rzeczy przemieni się w nas i nasz tryb życia radykalnie się zmieni. Kiedy do naszego życia przyjmiemy Jezusa, to On wyswobodzi nas od tego wszystkiego, co nie jest z Boga.

Tylko jedna rzecz ma znaczenie: przyjąć Go! I dlatego trzeba być przygotowanymi i czujnymi: w chwili, w której usłyszysz Jego wezwanie, masz możliwość stania się wolną osobą, zdolną do zadysponowania sobą, aby ofiarować swoje życie na służbę Jego i bliźnich.

 

«Wierzysz zatem naprawdę, że Bóg nas potrzebuje?»

Przede wszystkim Jezus potrzebował ludzi wokół siebie: dwunastu przyjaciół, wspólnotę, naród. Następnie dokonuje czegoś więcej: przedstawia siebie i Kościół jako winorośl: «Ja jestem prawdziwym krzewem winnym. Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić».

W jego przyjaciołach płynie ta sama krew. Stwierdza: «Ja jestem w was i wy jesteście we mnie». «A to jest znak, aby się rozpoznać: Eucharystia. Jesteśmy tym samym ciałem. W nas płynie ta sama krew. Teraz jesteście moimi rękoma, moimi nogami i moim sercem».

Po ukrzyżowaniu Go, jego nieprzyjaciele uważali: wyeliminowaliśmy Go! Raz na zawsze położyliśmy kamień na Jezusie z Nazaretu. Lecz nie można zabronić wzejść słońcu. Nie można zabronić być żywym Temu, który może pokonać śmierć. Nie można zabronić uczestniczenia w Życiu Temu, który jest źródłem Życia. Nie istnieje nic bardziej żyjącego od Boga. I tamtego ostatniego wieczoru, w Eucharystii, Jezus mówi: «Teraz jesteście mną!». Jezus żyje w nas!

Droga Młodzieży, wy możecie być geniuszami, organizatorami, wynalazcami, sławnymi ludźmi, mężczyznami i kobietami sukcesu... Lecz to wszystko jest niczym, wobec możliwości bycia narzędziem w rękach Boga.

Nie możecie prowadzić życia bezużytecznego, które z każdym dniem coraz bardziej jałowieje. Przeciwnie, możecie przynosić owoce. To jest wasza odpowiedzialność: «Ojciec mój jest tym, który uprawia – wyjaśnia Jezus – Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki Słowu, które wam przekazałem».

Możecie być ustami, poprzez które Bóg kontynuuje przemawiać do ludzi, narzędziami, aby ogłaszać prawdziwą wolność. Możecie być oczyma, które potrafią zobaczyć w mrokach świata, aby następnie wskazać innym obecność Boga i Jego Królestwa. Możecie być uszami, które pośród zgiełku i muzyki iPod potrafią usłyszeć to, co wydaje się już niesłyszalne: głos płaczącego, wzywającego pomocy, wołającego o szacunek i godność. A także proszącego o sprawiedliwość i chleb. Możecie być rękami i nogami, aby wyjść naprzeciw innym, by ich podnieść i postawić na nogi w imieniu Jezusa. Wówczas odkryjecie, że otrzymaliście o wiele więcej, niż potrafiliście dać.

To jest sekretem szczęścia. «Szczęście znajduje się gdzie indziej, tam gdzie się nie domyślacie, mówi Jezus. Jedynie z Bogiem można zbudować szczęście».

Oznajmiła to już młoda żydowska dziewczyna z Nazaretu, Jego matka, zanim On się urodził: «Zaśpiewam moją najpiękniejszą pieśń dla mojego Boga, gdyż On jest potężny. Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego imię jest święte. Jego miłosierdzie pozostanie na zawsze z tymi wszystkimi, którzy Mu służą. Okazał moc swego ramienia, zniweczył pyszniących się i ich zamysły. Strącił władców z tronu i podźwignął z ziemi uciśnionych. Ubogich obdarzył dobrami, a bogatych z niczym odprawił».

Bóg jest po stronie pokonanych, ubogich, znękanych, niewinnych i łagodnych. «Ubodzy są szczęśliwi, radośni, błogosławieni, w pokoju, w zgodności z samymi sobą, ze światem i z Bogiem albowiem mają ręce i serce otwarte, aby przyjąć dary Boże i pokładać ufność w Jego mocy. Błogosławieni ci, którzy mają czyste serce, które nie zna egoizmu, i nie kręci się wokół samego siebie, lecz patrzy na Boga. Błogosławieni ci, którzy budują pokój i walczą o sprawiedliwość».

«Wy jesteście solą ziemi, dlatego możecie powstrzymać zepsucie tego świata. Musicie być płonącymi pochodniami, gdyż jest nadal zbyt wiele ciemności na tym świecie. Jesteście proszeni nie tylko o to, aby nieść światło. Wy musicie być światłem! Wy musicie być płomieniem i aby dać światło, musicie wyniszczyć samych siebie, tak jak pień, który płonie».

Jesteście błogosławieni, jeśli postanawiacie iść z Jezusem, kiedy zgadzacie się na ryzyko, aby przemienić w czyny wasze marzenia; lecz przede wszystkim będziecie szczęśliwi, jeżeli będziecie trwać w Nim a nie tylko będziecie z Nim. Wolni, aby przynosić plon, czyli widzialne wyniki konkretnej miłości, bazującej na prawdzie, poświęceniu, a jeśli konieczne, to i na całkowitej ofierze z życia.

Ostatniego wieczoru, Jezus wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany, tak, jak to robili niewolnicy. Zaraz potem Jezus powiedział: «To, co ja wam uczyniłem, czyńcie to i wy jedni drugim».

Formujcie lud z osób, które się kochają, ażeby patrząc na was, zaczęli wierzyć w Boga.

My jesteśmy nowym ludem. Jesteśmy Bożą Rodziną, my jesteśmy prawdziwą latoroślą, którą Ojciec pielęgnuje z miłością. Otrzymujemy limfę Ducha Świętego od Jezusa i jesteśmy winoroślami, które przynoszą plon... My nazywamy się Benedykt z Norci, Franciszek z Asyżu, Dominik Guzman, Ignacy Loyola, Teresa od Jezusa, Franciszek Salezy, Ksiądz Bosko, Matka Mazzarello, Ksiądz Rua, Dominik Savio, Laura Vicuña, Biskup Versiglia, Kalikst Caravario, Józef Calasanz, Józef Kowalski, Zefiryn Namuncurá, Młodzi Męczennicy z Oratorium z Poznania, Piergiorgio Frassati, Matka Teresa z Kalkuty, Damian de Veuster, Józef Quadrio, Nino Baglieri... My... Jest nas wielu. Jesteśmy Rodziną, która każdego dnia przyjmuje Słowo. Jesteśmy winną latoroślą, która każdego dnia ofiaruje owoce Ducha Świętego.

Przeto chodźcie z podniesioną głową. Wasze życie jest w waszych rękach. Miejcie pełną świadomość waszego życia. Stójcie twardo na nogach, choćby sami, naprzeciw tłumu. Możecie pochylić się tylko przed Bogiem i aby podnieść tych, którzy upadli. Kochajcie Boga z całego serca i osoby, które żyją przy was tak, jak samych siebie.

Kazanie na Górze Jezus zakończył tymi słowami: «Każdego, więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Kto jednak tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki».

Zważajcie dobrze na samych siebie: budujcie wasze życie na skale albo będziecie zniszczeni.

 

«Księże Pascual, czy Jezus domaga się tego wszystkiego od nas?»

To bardzo łatwo służyć Bogu. Bóg nie jest ciemiężcą. Bóg rozmawia z wami, jak ojciec i przyjaciel.

«Nie wyście mnie wybrali, lecz ja was wybrałem i uczyniłem moimi przyjaciółmi. W ten sposób wasza praca będzie wzrastać i przynosić owoce, które będą trwały wiecznie. Jeżeli pójdziecie drogą, którą wam wskażę – mówi Jezus – zobaczycie, że pięknie jest przynależeć do Boga i że ciężar, którego domaga się od nas wiara, abyśmy go nieśli, nie jest uciążliwy».

Musicie nabrać sił, podnieść się, musicie czuć się osobami wolnymi. Moje przesłanie jest zaproszeniem do świętowania. Wasze życie jest stworzone do świętowania, i my wszyscy idziemy, aby świętować. Przyszłość to radosne świętowanie przyjaciół, i Bóg będzie świętował z nami.

Jezus mówi, że Jego słowo jest zasiane w nas, jak na polu, lecz ludzkie serce jest glebą niełatwą i złożoną, udręczoną przez nieczułość i zduszoną przez cierniste zarośla. 

Wy jednak jesteście polem. Jeżeli posłuchacie Słowo, będziecie mogli znaleźć coś drogocennego.

Po pierwsze, przede wszystkim możecie odkryć samych siebie i wtedy znajdziecie w sobie Boga. «Nie musicie obawiać się Boga, ale też nie powinniście czynić nic bez Niego».

On zna nas bardzo dobrze, dokładnie takimi, jakimi jesteśmy. Zna osobliwy świat ciemności i światła, który jest w nas; zna lepiej, niż my sami tę tajemniczą złożoność, jaką jesteśmy.

Wie, do czego jesteśmy zdolni. Niektórzy mogą być rozczarowani, bo mieli pewne zamiary względem nas i mieli dla nas plany, wymarzone. Natomiast Bóg nie czuje się nigdy zawiedziony. Gdyż tym, którego On kocha, jestem ja, taki, jakim jestem obecnie...!

Bóg nie żyje w przyszłości, ani w przeszłości, lecz żyje w teraźniejszości. On jest obecny i widzi mnie w mojej obecnej rzeczywistości.

Także przyjaciele Jezusa myśleli, że musieliby być wielkimi i wpływowymi, aby realizować Królestwo Boże; On natomiast mówi: «Aby być przydatnymi Bogu trzeba, abyście byli prostymi jak dziecko».

Dziecko jest istotą, która ma jeszcze przed sobą swoją przyszłość. Dziecko żyje marzeniami i jest ufne.

Idźcie prosto z podniesionym czołem. Przyszłość jest przed wami  i warto iść jej naprzeciw. Dzieci są bezsilne: to, czego im najbardziej brakuje, to przede wszystkim siła. Jednakże mają ufność. I kiedy wszystko jest w porządku wiedzą, że są kochane.

Mają przed sobą przyszłość. Macie wiele do powiedzenia w waszym życiu i poprzez wasze życie. Słowa pocieszenia, wyzwalające, słowa nadziei, otwarte ku przyszłości. Miejcie odwagę wypowiadać je. Miejcie odwagę bycia tymi, kim jesteście i bądźcie w sposób całkowity: osobami autentycznymi, wolnymi, które zostały powołane.

Nie bójcie się! Idziemy odważnie na drugi brzeg.

Ten ocean niebezpieczeństw i zagrożeń jest naprawdę bardzo wielki, a nasza łódź jest nieduża i słaba. Lecz w naszej łodzi mamy Jezusa, Syna Bożego. Co może budzić w nas trwogę?

Droga młodzieży, kocham was i przyjąłem waszą prośbę, aby pokazać wam Jezusa. Zaprowadziłem was do Niego i mogliście Go ujrzeć. Mam nadzieję, że teraz będziecie mogli wyznać, jak uczniowie Jana Chrzciciela: «Znaleźliśmy Chrystusa», i starajcie się, aby zaprowadzić innych do Jezusa.

Kończę, pozostawiając wam modlitwę Kardynała Newmana. Uczyńcie ją waszą osobistą i zróbcie z niej program waszego życia.

 

W RĘCE TWOJE

W ręce Twoje, Panie, oddaję się całkowicie.
Stworzyłeś mnie dla Siebie.
Nie chcę dłużej myśleć o sobie,
lecz jedynie iść za Tobą.

Panie, co chcesz, abym czynił?
Pozwól mi iść razem z Tobą tą samą drogą,
czy w radości, czy w udręce,
chcę Ci stale towarzyszyć.

Składam Ci w ofierze pragnienia, przyjemności,
zamiary, myśli i słabości,
które mnie trzymają daleko od Ciebie
i naginają wciąż ku sobie samemu.

Zrób ze mną, co Ty sam chcesz!
Nie targuję się z Tobą.
Nie chcę naprzód wiedzieć,
jakie są Twoje względem mnie zamiary,
chcę być tym, czym Ty chcesz, żebym był.

Nie mówię: „Będę podążał za Tobą, dokądkolwiek Ty pójdziesz!”
gdyż jestem słaby,
lecz cały poświęcam się Tobie, abyś Ty mnie prowadził.
Chcę iść za Tobą w ciemności,
nie proszę Cię o więcej, jak tylko o niezbędną siłę.

Panie, spraw, abym każdą sprawę przedstawiał Tobie,
i we wszystkich moich decyzjach,
zabiegał o to, co się Tobie podoba,
i o Twoje błogosławieństwo
dla wszystkich moich czynów.

Tak jak zegar słoneczny nie wskazuje godziny
jeśli nie ma słońca,
tak też ja chcę być kierowany przez Ciebie:
zechciej Ty prowadzić mnie i posłużyć się mną.
Panie Jezu, niech tak się stanie!

(Kard. J.H. NEWMAN)


Z wyrazami serdeczności i wielkim szacunkiem.

Rzym, 31 stycznia 2010

 

Don Pascual Chávez V., SDB
Przełożony Generalny

Copyright 2008 © by langus.eu. All rights reserved.